Ks. Józef Nowak.

Kamionna - biografie osób zasłużonych - Stanisław Julian Ożegalski

        Ksiądz Józef Nowak urodził się w Kamionnej w 1876 roku, zmarł w 1943. Był synem Marii (ur. 5.VI.1849, zm. 16.V.1924) i Jana Nowaków (ur. 26.XI.1948, zm. 12.II.1927 - obydwoje pochowani na cmentarzu parafialnym w Trzcianie). Miał liczne rodzeństwo: siostry: Aniela, Julia i Joanna oraz braci: Wojciech i Stanisław. Dwoje z jego rodzeństwa zmarło w dzieciństwie. Pochodził z zamożnej rodziny, ponieważ posiadała ona około 60 morgów. Rodzice mieli więc pieniądze, aby wykształcić dzieci. Wojciech został sędzią w Kielcach, był doktorem praw, ożenił się z Austriaczką, zmarł w wieku około 60 lat. Stanisław został na gospodarce, niestety był samotny, bezdzietny, a jego majątek podupadł. Joanna ożeniła się w Kobylcu za Edmunda Zdebskiego. Aniela została starą panną, a Julia była niepełnosprawna umysłowo.
       Józef Nowak ukończył seminarium duchowne w Krakowie. Potem był wikarym w Głogoczowie (k. Myślenic) i Krzywaczce, a następnie (przez około 30 lat, aż do 1943 roku) proboszczem w Rudawie (k. Krakowa). Sprawował tu funkcję dziekana i uczył katechezy.  Ksiądz Nowak był niezwykle poważnym i dostojnym człowiekiem. Nie lubił także dużo mówić, ważył każde słowo. Przyjaźnił się z proboszczami z Łapanowa, min: ks. Dańkowskim, ks. Siepakiem oraz ks. proboszczem z Niegowici Kazimierzem Budzało, którego odwiedzał podczas swego pobytu w Kobylcu. Jednymi z jego osiągnięć były wycieczki do Rzymu i Jerozolimy, co w tamtych latach nie było czymś powszechnym.
        W życiorysie księdza Nowaka należy odnotować pewną historię. Otóż uratował on życie partyzanta Marka Spyta. W parafii Rudawa działali partyzanci, a pewien konfident sporządził ich listę i przekazał ją władzom niemieckim. Na owej liście znajdował się m. in. właśnie Marek Spyt. Cudem udało mu się wydostać z otoczonej ze wszystkich stron Rudawy. Ksiądz Nowak przemycił go do Kobylca. Ukrywał się tam około rok, aż do pewnego incydentu. Do domu,  w którym ukrywał się Marek Spyt,  zawitało kilku policjantów granatowej policji. Był już wieczór. Otwarli drzwi do sieni, która połączona była z kuchnią. Marek stał przy zlewie, który znajdował się za drzwiami. Gdy policjanci otwarli drzwi, zasłonili zdezorientowanego partyzanta i weszli dalej. Gdy zasiedli w innym pokoju Spyt wyszedł z sieni i uciekł do lasu. Policjant usłyszawszy trzask drzwi zapytał: - Kto to wyszedł? - Chłopak od sąsiada - odparł jeden z domowników. Gdyby nie naturalność, z jaką to powiedział, mógłby wzbudzić podejrzenie policjantów i cała rodzina zostałaby prawdopodobnie wysłana do Oświęcimia. Marek po całym zajściu musiał opuścić Kobylec, gdyż jego przebywanie tam było zbyt niebezpieczne. Udał się on do Wieliczki i wstąpił do oddziału Błyskawica.
    20 listopada 1943 roku ksiądz Nowak miał wypadek. Jechał na bryczce zaprzężonej w konie na wizytację. Jadący samochód spłoszył konie i Józef wypadł z wózka i stoczył się ze skarpy mającej około 30 metrów. Jako że był otyły, wypadek spowodował uszkodzenie wątroby. Ten właśnie wypadek spowodował, że mimo intensywnej opieki lekarskiej w szpitalu Bonifratrów, ksiądz Józef Nowak zmarł 2 grudnia tego samego roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Trzcianie.

Fotografie rodziców Józefa Nowaka na grobie w Trzcianie. Tablica na grobie ks. Józefa Nowaka.
Fotografie rodziców Józefa Nowaka na grobie w Trzcianie. Tablica na grobie ks. Józefa Nowaka.

Na relacji ustnej syna Edmunda Zdebskiego - Wojciecha zamieszkałego w Kobylcu, opracował M. Banaś.

Powrót