O LESZCZYNIE W PRASIE

GŁOS SOŁTYSA - ANTONI WOŁOWIEC - LESZCZYNA

     Leszczyna to malowniczo położona na pograniczu Beskidu Wyspowego i Pogórza Wielicko - Ciężkowickiego wieś w Gminie Trzciana, w powiecie bocheńskim. Około 150 gospodarstw, w większości specjalistycznych. Już w latach 70 - tych wieś zasłynęła jako małopolskie zagłębie sadownicze. Miejscowi rolnicy zdecydowali się wtedy na założenia sadów. To był świetny pomysł. Jabłka rodziły się dorodne, a dochody mieszkańców na tyle wysokie, że wszyscy im zazdrościli. Jak dziś żyje się mieszkańcom Leszczyny ? Najlepiej może nam o tym opowiedzieć sołtys wsi Antoni Wołowiec.

Okładka "Gazety Sołeckiej" nr 1 ze stycznia 2000 r.
Okładka "Gazety Sołeckiej" nr 1 (85) ze stycznia 2000 r.

     Dom sołtysa, znajdujący się tuż przy drodze wojewódzkiej i na dodatek w pobliżu miejscowego kościoła, łatwo znaleźć. Tak, jak wiele domów w tych okolicach, jest wspaniale zadbany i ukwiecony. - To głównie zasługa mojej żony Marii - mówi sołtys Wołowiec. Mój rozmówca okazuje się być młodym człowiekiem, jeszcze przed czterdziestką. Sołtysem jest już jednak drugą kadencję. Jest rodzonym leszczyniakiem, zna więc miejscowość i jej mieszkańców bardzo dokładnie. - To głównie na prośbę mieszkańców zostałem sołtysem - opowiada podczas rozmowy w jego domu. Okoliczności wyborów były dość nietypowe, bo sołtysem został wybrany Szymon Bębenek. Ja byłem sekretarzem rady sołeckiej. Sołtys wyjechał jednak do Włoch, a po powrocie nie chciał pełnić już obowiązków. Na zebraniu wiejskim zostałem więc ja wybrany sołtysem.
     Mieszkańcy Leszczyny obdarzyli zaufaniem młodego, ale wszystkim znanego mieszkańca wsi. Tutaj bowiem wszyscy chodzą do kościoła, a pan Antoni jest w nim organistą. Już w podstawówce ciągnęło go do muzyki. Zapisał się więc do miejscowej orkiestry strażackiej, w której grał na kornecie. Potem jego życie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Liceum Ekonomiczne w Bochni, potem - krótko - praca zaopatrzeniowca w Łapanowie, służba wojskowa, ślub, szkoła organistowska w Tarnowie, dzieci (w tej chwili już piątka), trudy budowy własnego domu, ponad 10 lat pracy kierownika punktu skupu warzyw i owoców w rodzinnej wsi, a po zwolnieniu z bankrutującej firmy, różne prace, z których dwie stanowią główne źródła jego dochodów: prywatny skup jabłek przemysłowych oraz praca kombajnisty u prywatnego przedsiębiorcy. Przy tym cały czas wspólne z żoną gospodaruje na 5,5 -hektarowym areale.

    Jakby tego było mało, to trzeba jeszcze wiedzieć, że sołtys Wołowiec jest bardzo aktywnym radnym. Zajmuje się wieloma sprawami wsi. A spraw tych jest wiele. - Od dawna w Leszczynie dużo się robiło. Nie czekaliśmy z założonymi rękami, tylko sami braliśmy się za rozwiązywanie problemów. W cztery lata zbudowano piękny kościół. Potem cmentarz i cmentarną kaplicę. Sami budowaliśmy też drogi, np. na Wichraz, sami zrobiliśmy gazyfikację. Przy bardzo dużym wkładzie mieszkańców postawiono piękną szkołę, a obecnie buduje się przy niej basen wraz z salą gimnastyczną - opowiada sołtys. Przez swoją skromność nie mówi tylko, że przy tych wszystkich pracach musiał być i on.
     Chcę nieco dokładniej przyglądnąć się wiosce sadowników, producentów kwiatów i warzyw. Na spacer po wsi udajemy się razem z Martą i Anastazją - najmłodszymi pociechami sołtysa. Idziemy najpierw do największego w okolicy producenta kwiatów szklarniowych Adama Kłóska. Jego gospodarstwo może budzić podziw. 5 tys. metrów kwadratowych pod szkłem, a w szklarniowych halach kolorowy dywan różnobarwnych gerber. Pracowników prawie nie widać. Większość pracy wykonuje bowiem komputer. Steruje np. podlewaniem sadzonek i dozowaniem nawozów. Kiedy kwiaty nadają się do zebrania, ścinają je pracownicy, pakują w opakowania, a właściciel wywozi je następnie na giełdę do Krakowa.- Takich producentów jest u nas więcej - informuje sołtys. Wielu z nich miało kiedyś sady, lecz uprawa jabłek przestała się opłacać; więc przestawili się na inne uprawy. Kiedyś na utrzymanie rodziny wystarczyło 1 ha sadu, dziś byłyby trudności nawet przy znacznie większym areale. Produkują więc pieczarki - jak pan Wiesław Chojecki , pomidory - tych jest wielu - Stanisław Stabrawa, Stanisław Tracz , Ryszard Stochel i kilku innych. Pozostało tez kilku sadowników: Stanisław Lalecki, Stanisław Lalik, Jarosław Tracz, Józef Chojecki.
     Odwiedzamy tego ostatniego. Właśnie buduje dużą chłodnię, w której przechowywał będzie swoje jabłka, co pozwoli mu skuteczniej konkurować z innymi sadownikami. Właściciela gospodarstwa zastajemy w sadzie. Dogląda prac przy zbiorze jabłek i obcinaniu drzew. Tegoroczny zbiór - jak oznajmia nam Józef Chojecki - będzie niezły, choć sad nieco ucierpiał podczas letniego, dwukrotnego gradobicia. Przechadzamy się wśród równiutko rozłożonych rzędów jabłoni uginających się pod ciężarem dorodnych owoców. Pora jednak iść dalej. Dochodzimy do jednego z większych tuneli foliowych. Jak okiem w głąb sięgnąć zwisają tu pomidory. Tegoroczne zbiory z pewnością będą dobre.
      Za kilka minut znajdujemy się przy szkole. To duży, nie otynkowany jeszcze, budynek. Mieści w tej chwili podstawówkę, oddział gimnazjum, a już od następnego roku będzie tu liceum. Obok w głębokim wykopie znajduje się już wybudowana niecka basenu. Wiele pracy i własnych pieniędzy włożyli już w tę budowę mieszkańcy wsi. A do ukończenia jeszcze daleko. Jestem jednak pewien, że zaradni mieszkańcy Leszczyny już wkrótce doprowadzą do szczęśliwego zakończenia inwestycji. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że sołtys Wołowiec, nie powinien na nic się uskarżać. Tak jednak nie jest. Droga powiatowa z Królówki do Łapanowa przebiegająca przez wieś, dosłownie się zapada i jesienią przestanie być przejezdna. Tymczasem jeżdżą nią jeszcze autobusy dowożące dzieci do szkół średnich w Łapanowie. Ale już wkrótce będzie poważny problem. Póki co wielokrotne interwencje sołtysa i radnych w powiecie nie dały pozytywnych skutków. Ale nie ustają w wywieraniu nacisku. Trzeba też zbudować chodnik wzdłuż ruchliwej drogi wojewódzkiej. Było już w Leszczynie kilka groźnych wypadków, także z udziałem dzieci. Także i ten problem trzeba szybko rozwiązać. Nie ma też gdzie wysypywać śmieci i wylewać ścieków. Ani gmina, ani wieś nie mają własnego wysypiska śmieci, kanalizacji i oczyszczalni ścieków. Brak pieniędzy na inwestycje jest jednak poważnym zagrożeniem dla dalszego, pomyślnego rozwoju wsi.
     Doskonale wie o tym sołtys Wołowiec. Wiele godzin spędza więc w różnych instytucjach, na naradach, posiedzeniach. Nie ma własnego biura, interesantów przyjmuje więc w swoim domu. Ale i tu jest gościem. Część jego sołtysowskich obowiązków musi wypełniać jego żona Maria. - Już do tego przywykłam. Wiem co i jak robić; znam ludzi. Z początku, gdy budowaliśmy dom było jednak bardzo ciężko. Nie dość, że budowa, to jeszcze małe dzieci. Jak trzeba było siadałam jednak na traktor i zwoziłam zboże z pola - mówi pani Maria. Nie narzeka jednak na męża. Doskonale wie ile spraw ma na głowie i jest mu bardzo wdzięczna za olbrzymią ilość pracy, którą włożył w budowę domu.
     Opuszczam mieszkanie państwa Wołowców. Z drogi prowadzącej do Muchówki mogę podziwiać piękne, dalekie widoki rozpościerające się w stronę Beskidu Wyspowego. Bliżej dominują widoki zadbanych domostw, przy których w blaskach słońca lśnią folie lub szklarnie albo, zielenią się sady. Wszak Leszczyna sadami i kwiatami słynie. Myślę, że także tym, że ma dobrego sołtysa.                                                               

(tols)

Artykuł zamieszczono w "Gazecie Sołeckiej" nr 1 (85) ze stycznia 2000 r.

wstecz