LESZCZYNA - ZARYS HISTORII WSI I WSPOMNIENIA

     Autorem poniżego opracowania jest Jan Chojecki, o którym więcej wiadomości można przeczytać [tutaj >>>]

      

Historia i dzieje Leszczyny

    Rubryki świętopietrza z roku 1326 i następnych wymieniają następujące wiadomości, będące siedzibami parafii, lub też posiadające kościoły. Są to osady: Bochnia, Brzezie, Chełm, Królówka, Krzyżanowice, Lipnica Murowana, Łapczyca, Niegowić, Sobolów, Libichowa, Wiśnicz - Łapanów, Mikluszowice, Tarnawa, Grobla. Zasadniczy rozwój osadnictwa w okolicach Bochni nastąpił w trzeciej fazie, wczesnego średniowiecza tj. od połowy X do połowy XIII w. n. e.
    Wytworzyło się tu w dolinie rzeki Raby i Stradomki skupisko liczące kilkanaście osad a nimi są Łężkowice, Targowisko, Kłaj, Łapczyca, Chełm, Chodenice. W 1253 Bochnia otrzymała prawa miejskie. Pod koniec XII w. następuje osadnictwo w kierunku południowym na górzyste obszary Pogórza Karpackiego. Z tego okresu były cztery małe grody, dwa z nich to Słupice i Tarnawa, a drugie dwa to Sobolów i Chrostowa.
    Na terenie Powiatu Bochnia do roku 1333 stwierdzono istnienie 76 wiosek, w tym było już 18 kościołów. Na terenie Libichowa - Trzciana w latach 1263 - 1266 powstał Klasztor Kanoników Regularnych św. Marka. Od lat notuje się likwidację leśnych obszarów południowej części Polski.
     Po roku 1400 za panowania króla Kazimierza Wielkiego i wcześniej już w roku 1335 źródła potwierdzają istnienie nowych parafii:Pogwizdowa, Żegociny, Rajbrotu, Królówki, Olchawy.
    Już w 1347 istniała Leszczyna, o której dokument z 1349 roku mówi, że była lokowana na 24 łanach i posiadała sołectwo. W 1376 pojawia się Łąkta, a w 1393 zostaje podzielona na Górną i Dolną. W 1388 pojawia się Ujazd, Zonia. W latach 1400 - 1420 Zbydniów, Rdzawa, Bytomsko, Kamionna, Kobylec, Lubomierz, Brzezowa, Ubrzeż, Zyznówka, Rozdziele, Cichawka. Ogólnie przybyło w powiecie jeszcze 59 osad i ostatecznie ustaliła się liczba 25 ośrodków parafialnych.
    Na stronie 68* czytamy, że Leszczyna, już w roku 1349 wzmiankowana jest, jako królewszczyzna. Przed rokiem 1444 była w zastawie u Jana Wątróbki ze Strzelc, a ten z kolei dał ją Andrzejowi z Tęczyna. Przed rokiem 1488 mieli ją w zastawie "Ryterscy" i w tym roku utrzymywał zezwolenie na jej wykup Jakub z Dębna hrabia Odrowąż, kasztelan krakowski. Założony w okresie 1263 - 1266 Klasztor Kanoników Regularnych w Libichowej był fundacją rycerską "Dzierżykraja" i Wysza z Niegowici h. Porkozic". Pierwotne uposażenie tego klasztoru obejmowało znaczny obszar w dolinie Stradomki z ośrodkiem w Libichowej. Nadany wcześniej w r. 1262 wymienionym wyżej rycerzom przez króla Bolesława Wstydliwego. Na terenie tym jeszcze z końcem XIII wieku w większości zalesionym, z czasem dzięki działalności klasztoru - powstało kilka osad. O stanie posiadania tego konwentu podają dane dopiero z XV wieku. I tak 1416 r. obejmowały one oprócz Libichowej - Glinik, Zyznówkę - to wieś klasztorna i Trzcianę. Około 1470 roku posiadłości klasztoru w Libichowej, czyli Trzciany powiększyły sie o posiadłości do tej pory szlacheckie: Bełdno i Bytomsko. W Trzcianie chrzcielnica późnogotycka z roku 1497. Elementy barokowej architektury zachowały się jeszcze w prezbiterium i nawie kościoła Kanoników Regularnych w Trzcianie.
    Z kolei na stronie 244 tejże pracy czytamy: Do Starostwa Lipnickiego należało za czasów polskich - miasteczko Lipnica Murowana. Wraz z sąsiednimi wsiami: Iwkowa, Królówka, Leszczyna, Lipnica Dolna i Górna oraz Rajbrotem. Dobra te znajdowały się w rękach dzierżawców. Rząd austriacki wysprzedawał je stopniowo w latach 1784 - 1834. W 1791 r. w Królówce urodził się Kazimierz Brodziński - poeta i krytyk literacki. Do r. 1815 w Galicji osiedliło się 2864 rodzin niemieckich. W urzędach i szkołach zaprowadzono język niemiecki. Takich długoletnich pracowników o ponad 40-letnim stażu miała szkoła parafialna w Trzcianie w osobach Piotra Kapińskiego i Józefa Kupca - organisty. Nauczyciel w Trzcianie otrzymywał wówczas następujące uposażenie: z funduszu szkół normalnych 22 zł, z obszaru dworskiego w Trzcianie 70 zł, z Trzciany w naturze 3 korce ziemniaków i 0,5 korca zboża, z Ujazdu 1,25 korca ziemniaków, z Rdzawy 1korzec - zboże, z Zbydniowa 1 korzec-  zboże. 0,5 " zboże
    O Leszczynie jest wzmianka także na stronie 43 - o znacznym zalesieniu południowego regionu świadczą liczne typowe nazwy miejscowe, jak: Dąbrowa, Grabie, Leszczyna, Olchawa, itp.Dalej, na stronie  58 autor pisze: "już w 1347 r. istniała Leszczyna, o której dokument 1349 r. mówi, że była lokowana na 24 łanach i posiadała "sołectwo" (Podstawa: Katalog Długosza L P I zb. 592 - 596-7 seria II tom X cz. 2, str. 193). Na stronie 68 Feliks Kiryk pisze, że Leszczyna, już w 1349 r. wzmiankowana jest jako królewszczyzna. Przed rokiem 1444 była w zastawie u Jana Wątróbki ze Strzelc, a ten z kolei dał ją Andrzejowi z Tęczyna we władanie. Przed rokiem 1488 mieli ją w zastawie Ryterscy i w tym roku otrzymał zezwolenie na jej wykupienie Jakub z Dębna, Hrabia Odrowąż, kasztelan krakowski (Podstawa 320 z, "DM." IV. Nr 941).
    Kiedy w 1491r. Piotr Kmita nabył wójtostwo lipnickie za 60 grzywien od Wierzbięty Branickiego doszło do tego, że formalnie Królewska Lipnica stała się miastem dziedzicznym Kmitów. Następnie ok. 1578 r. za króla Batorego Lipnica poszła w ręce Lecieskich - Wesseliniego i Lubomirskich, posiadających poza samym miastem jeszcze okoliczne królewskie wsie jak: Lipnica Dolna i Górna, Królówka, Rajbrot i Leszczyna. Tworzyły one od XIV w. klucz dóbr królewskich.
  Jak wynika z wielokrotnie dotychczas przytoczonych rejestrów poborowych, następujące wsie, od początku swego istnienia, względnie, od momentu ich lokacji, były królewszczyznami, tzn., że były one własnością panującego monarchy. Na południu, od Bochni: Królówka, Leszczyna, Cichawa, Rajbrot. Na północnym wschodzie Krzeczów, Rzezawa, Ostrów, Borek, Jodłówka, Dąbrówka, Baczków, na zachodzie Siedlec i Pinczów.
    Lustracja z roku 1765 wymienia: że starostwo lipnickie pozostaje w posesji Fryderyka Moszyńskiego, starosty nowomiejskiego. Do niego należały: miasto Lipnica, wieś Królówka (194 domy), Leszczyna (57domów, wraz, z sołectwem), Górna Lipnica (86 domów), Dolna Lipnica (52 domy wraz z sołectwem), Rajbrot (177 domów) oraz sołectwo we wsi Cichawka. 
    Z reguły wsie królewskie wydzierżawione były przedstawicielom magnaterii i szlachty. Tak np. wsie królewskie przylegające do kompleksu dóbr Lubomirskich jak: Rajbrot, Królówka, Leszczyna, Siedlec, przez dziesiątki lat pozostawały w dzierżawie Lubomirskich - osiadłych w Wiśniczu. Od początku swego istnienia do siedemnastego wieku (1655) miasteczko Lipnica wraz z powyższymi wsiami były własnością królewską.
    Na stronie 269 czytamy o czasach rabacji chłopskiej. Wypadki obrony dworu przez miejscowych chłopów przed "czernią" z innych okolic zdarzały się często. Tak było w Trzcianie, gdzie miejscowi chłopi wspólnie z chłopami z Leszczyny obronili majątek Haberskiej. Ruch chłopski w Galicji rozpoczęty w 1846 r. w większym i mniejszym nasileniu trwał do 1848 r.
    W latach 1784 - 1834 królewszczyzny należące do starostwa lipnickiego tj. Iwkowa, Rajbrot, Królówka, Leszczyna, wszystkie trzy Lipnice, dzierżawione przez hr. Lubomirskiego, zostały przez rząd austryjacki rozprzedane.
    Feliks Kiryk o bitwie z 1914 roku pisze na stronie 304. Jest tylko krótka wzmianka. "Rosjanie wyparci zostali z bocheńskiego po zaciętych walkach prowadzonych od końca listopada do połowy grudnia 1914 r. Na linii Kraków - Rajbrot - Limanowa - Nowy Sącz. Austryjakom w walkach pod Łapanowem 5 grudnia 1914 r. udaremniono kontrofensywę rosyjską przygotowaną z kierunku Bochni. W efekcie 15 grudnia wojska rosyjskie musiały opuścić Bochnię i wycofać się za Dunajec. W powiecie notowano poważne zniszczenia. Ludność wsi w których toczono walki poniosły straty i zabitych. Wsie te ogołocone zostały z żywności i inwentarza w Leszczynie z 70 koni pozostało tylko 14 .

Źródła:
* Feliks Kiryk - "Dzieje Bochni, miasta i regionu"

   Uzupełnieniem tej historii wioski jest "Opowieść rodzinna" spisana przez Jana Chojeckiego na podstawie opowiadań ojca -  Jana Chojeckiego ur. 25. XII. 1862 r. oraz Stanisława Chojeckiego ur.5.VI.1899 r. Jan Chojecki spisał także " Wspomnienia z przebiegu mobilizacji i działań I wojny światowej na terenie wsi Leszczyny".

Historia rodzinna

    Chojecki Antoni urodzony około 1805 r. miał brata Macieja, który przez 12 lat pełnił służbę wojskową w Austrii przy ułanach, o czym świadczy pozostawione na strychu siodło z tego okresu. Żołnierz po tylu latach służby wracał do rodziny z koniem i pełnym rysztunkiem. Siodło to służyło nam do ćwiczenia jazdy konnej. Spłonęło razem z domem dnia 17.XII.1914 r.
    Z daty urodzin Chojeckiego Antoniego wynika, że wójtostwo w gminie (wsi Leszczyna) istotnie pełnił w latach, które poprzedzały "rzeź galicyjską". Walka chłopów z ówczesną pańszczyzną trwała kilka lat. Bezpłatna praca we dworze trwała 4 dni w tygodniu, a samowolna nieobecność lub spóźnienie traktowane było przez dwór ,jako wykroczenie podlegające karze chłosty (25 biczów), a gdy podlegał wyższej karze, to chłosta była zdwojona, tzn. dwa bicze razem uderzone, liczone były jak raz. Dwór posiadał własny oddział wojska konnego i piechoty. Po ludziach, którzy pełnili określone usługi we dworze, do dziś pozostały nazwy (przydomki): "Budzik", który krzyczał, trąbił rano na pobudkę i wołał - "Wychodź do pracy". Jego osiedle do dziś ma przydomek "Budziok". Nazwisko jego brzmiało Mucha.
     Drugim podobnym pracownikiem dworskim, którego pamiętamy był Józef Szaraj. Osiedle jego gospodarstwa po dziś dzień nazywamy "Do Karbownika".
     Do posiadłości dworskiej należały grunty orne i folwark w Leszczynie i Cichawce. Siano zboża i uprawiano chmiel. Posiadał bar, wytwórnię piwa i wódki. Była to obszerna karczma, na miejscu której dziś stoi figura , symbol chrześcijański.
    Na rozległej nizinie są po dziś dzień dwa wały spiętrzające wodę. Służyły one do poruszania dwóch młynów. Pierwszy zlokalizowany był na parceli "Karbownik", drugi u ujścia rzeczki pod wzgórzem w Królówce. Zbiorniki te służyły jednocześnie do hodowli ryb. Oprócz tych dwóch głównych zbiorników, było jeszcze 5 mniejszych powyżej łąk, jako narybki .
    Należy wspomnieć jeszcze, że na drogach (Urbanówce) dwór dokonał wymiany parcel, za łąkę na "łęgu" (Jasna) Urban Jarotek odstąpił parcelę pod karczmę dworską, karczma ta była czynna do upadku dworu.
    Miejscowa walka z pańszczyzną miała charakter służbowy, to znaczy: Wójt miał wyrazić zgodę na piśmie na wysyłanie ludzi do prac dworskich. Na skutek powszechnego oporu Wójt nie wyraził zgody pisemnej, za co został uwięziony w lochach dworskich i przykuty łańcuchem, lewą rękę do prawej nogi. Więźniowi codziennie przynoszono wyżywienie z domu. Po kilku dniach na jego prośbę, żona niosąc mu posiłek włożyła do glinianych, bliźniaczych dzbanuszków pilnik, którym uwolnił się z kajdan i wykopawszy podmurówkę zbiegł z więzienia, ukrywając się u sąsiadów oraz w Kierlikówce u Białki i w Zawadzie. Co pewien czas nocą odwiedzał rodzinę, kilka nocy spędził w zbutwiałej wierzbie za granicami. Zimą nosił na sobie długi kożuch, który z wojska przywiózł jego brat Maciej. Dwór w celu wymuszenia podpisu wójta, wyznaczył nagrodę 100 dukatów za pomoc w schwytaniu więźnia. Oprócz tego na jego gospodarstwie pozostawiono do wyżywienia i utrzymania 6 koni. Skuble, do których były przywiązywane konie pamiętam jeszcze, że były w starych stodołach, które spłonęły 17. XII . 1914 r.  Gospodarstwo to zostało przez wojsko doszczętnie zniszczone, a nieruchomość gruntowa została wystawiona na licytację. Brat Maciej za oszczędzone pieniądze po odbytej służbie wojskowej, wykupił ten grunt na licytacji.
    Jednej wiosennej nocy straż dworska schwytała śpiącego we wierzbie pana wójta za granicami. Miejsce tej wierzby jest znane do dziś. Prowadzony przez dwóch strażników do wsi , na szczycie " Granicach" , idąc w długim kożuchu na stracenie, poprosił ich aby na pamiątkę dla rodziny mógł pozostawić kożuch na własnej roli, na co zgodzili się. W momencie ukrycia kożucha , będąc w sile wieku, obezwładnił strażników i zbiegł do Kierlikówki. Po pewnym czasie, będąc w opałach zdrady, z Kierlikówki udał się jako goniec dworski z kartką służbową do dworu w Zawadzie. Goniec taki był przez straż nietykalny, dlatego idąc do dworu czuł się bezpieczny. Przebywał w Zawadzie od wiosny 1844 r. Jesienią tego roku na odpuście w Sobolowie spotkał się z wieloma znajomymi z Leszczyny, którzy w drodze powrotnej zabrali wójta ze sobą i wieczorem w karczmie na Urbanówce młodzież urządziła zabawę, w której wójt wraz ze znajomymi pragnął wziąć udział. W czasie zabawy na skutek tajnej awizacji zjawiło się dworskie wojsko i otoczyło karczmę. Dziewczyny widząc niebezpieczeństwo starały się zatrzymać i odwrócić uwagę żołnierzy. Rozbawieni żołnierze zajęci rozmową z dziewczętami stali się mniej czujni. Wójt w czasie trwania tańca "polki" zbliżył się do drzwi i wymknął cichaczem z sali zabaw . Uszedł cało ze swym życiem. Zrażony tak długim tułaczym życiem, nosząc przy sobie pieczęć jako symbol władzy wójtowskiej, postanowił udać się do Wiednia. Podróż ta pieszo trwała 6 tygodni. Jak twierdzi ustne podanie, Wójta doprowadzono do cesarza, który widząc znużonego przybysza pytał o przyczynę przybycia. Ten uczyniwszy głęboki ukłon i przedstawiając się jako wójt, prosił o zniesienie pańszczyzny. Odpowiedź cesarza miała być następująca: "wracajcie do domu, a zanim wrócicie pańszczyzna zostanie zniesiona" (z tego sporu wynikła rzęź galicyjska).
     Podczas "wiosny ludów" rząd austriacki przeprowadził 17. IV. 1848r. uwłaszczenie chłopów. Dwory pozbawione bezpłatnej siły roboczej, zaczęły wysprzedawać swoje posiadłości. W dużej mierze w likwidacji dworów pośrednikami byli żydzi. W Leszczynie ostatnim właścicielem dworu był hrabia Szczuciński, a pośrednikiem parcelacji gruntów dworskich był Izraelita. Działo się to w 1904 r.

Wspomnienia i przebiegu mobilizacji i działań I wojny światowej na terenie wsi Leszczyny .

    Na kilka dni przed ogłoszeniem ogólnej mobilizacji mężczyzn do lat 45 gazety doniosły że syn cesarza austryjackiego Franciszka Józefa, Ferdynand w czasie przejazdu samochodem przez ulice miasta Sarajewa (Bośnia) - Jugosławia - został zastrzelony w dniu 28 czerwca 1914 r. Na skutek tego rezonu Austro-Węgry w dniu 28 lipca 1914 r. wypowiedziały wojnę Bośni i Serbii. 1 sierpnia Niemcy wypowiedzieli wojnę Rosji, 3 sierpnia Niemcy wypowiedzieli wojnę Francji, 4 sierpnia Anglia wypowiedziała wojnę Niemcom, 6 sierpnia Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Rosji, 12 listopada Turcja wypowiedziała wojnę Rosji, Anglii i Francji, 23 maja 1915 Włochy zerwałystosunki z Niemcami, a przystąpiły po stronie Anglii, 14 X 1915 Bułgaria przystąpiła do wojny po stronie Niemiec, a 27 VIII 1916 przystąpiła do wojny po stronie Anglii. 6 IV 1917 USA przystąpiła do wojny po stronie Anglii.
    Pierwszym powołanym ze wsi Leszczyna, w dniu 25 lipca 1914 r. na kilka (2) dni przed mobilizacją był rezerwista Jan Stabrawa (ułan). Na drugi dzień to jest 26 VII 1914 otrzymali wezwanie do natychmiastowego zgłoszenia się do wojska następujący rezerwiści: Pyrz Stanisław (N 101), Zdebski Jan (N 97 - przydomek Kowal), Tracz Jan (przydomek Szaraj) i Krzysiek Ferenc (N 45), których po umundurowaniu skierowano na punkt graniczny w Baczkowie pow. Bochnia.
    W tym czasie granica porozbiorowa Polski między Austrią, a Rosją biegła od Krakowa wzdłuż Wisły na Sandomierz. W dniu 31 lipca 1914 r., a była to sobota, o godz. 10.00 przyjeżdża do wsi Leszczyna parokonną karocą austriacki komisarz z księgą wojskowości i u wójta Jana Bębenka (N 4) ogłasza ogólną mobilizację rezerwistów do lat 45, ażeby natychmiast zgłosili się do macierzystych oddziałów. Jednocześnie wezwano do natychmiastowego zgłoszenia się przed komisje poborową młodego rocznika 1893. W niedzielę dnia 1 sierpnia 1914 od godziny ósmej zaroiło się od ludzi rodzin rezerwistów podwórze u Wójta.  Powołanymi, jako ojcowie rodzin, byli: 1) Osika Stanisław, 2) Wojciech Szczepanik, 3) Chojecki Władysław (N 1), 4) Chojecki Józef(N 3), 5) Wołowiec Józef ( N 7), 6) Wrona Józef, 7) Chojecki Jakub, 8) Mikołajek Józef, 9) Szaraj Józef, 10) Pagacz - nauczyciel (+ zginął), 11) Stokłosa Franciszek, 12) Stokłosa Józef, 13) Bębenek Jan (N 80), 14) Jarotek Józef, 15) Lalik Jan (Rostajnie +), 16) Tabor Jakub (jako kapral), 17) Puchała Jakub, 18) Paciorek Józef, 19) Duś Jan (z Nagórza), 20) Stabrawa Józef, 21) Wołowiec Jan (+).
     Jako kawalerowie podlegali mobilizacji następujący rezerwiści: 1) Chojecki Franciszek (Straśnica), 2) Osika Jan, 3) Skowronek Jan, 4) Szczepanik Andrzej, 5) Czapeczka Władysław, 6) Duś Franciszek, 7) Tracz Jan, 8) Leśniak Jan (+), 9) Leśniak Błażej (+), 10) Chojecki Stanisław (Kosela), 11) Szaraj Józef (podpułkownik - +), 12) Gadzina Ludwik, 13) Gołdas Jan (+), 14) Cieśla Teofil, 15) Puchała Józef (lekarz - +), 16) Kukla Wojciech (+), 17) Puchała Julian.
   
    W celu odwiezienia zmobilizowanych w liczbie 47 osób do punktu zbornego w Bochni wójt za pomocą rozkaziciela staruszka Chojeckiego J. (N 3) wyznaczył siedem furmanek. Zgromadzenie tak dużej ilości mężczyzn, mających opuścić swe rodziny oraz towarzyszące im matki i żony oraz dzieci stworzyły przez uściski i całowania pożegnalne smutne i żałosne widowiska. Przy śpiewie smutnym głosem nabożnej pieśni "Kto się w opiekę" z podwórza wójta Jana Bębenka (N 4) wyruszyła w nieznaną
i bolesną przyszłość kolumna siedmiu furmanów w kierunku Bochni. Żony, matki i dzieci, żegnali odjeżdżających z płaczem i machaniem rąk aż do zniknięcia z pola widzenia kolumny furmanek. We wsi nastąpił ogólny zanik życia. Brak w rodzinie ojca, czy brata przedłużał ból w nieskończoność tym więcej, że poszli w bój. Trzeciego sierpnia 1914 roku dla potrzeb kawalerii zarekwirowano 4 konie: dwa piękne gniade od Osiki Franciszka i dwie piękne klacze siwe od Zdebskiego. Sami odstawili je do Wieliczki. W dniu odjazdu zmobilizowanych odbyło się w kościele parafialnym w Trzcianie (przy nielicznie przybyłych) nabożeństwo prymicyjne nowo wyświęconego ks. Juliana Piskorza. Po umundurowaniu powołanych poczęły nieprzerwanym sznurem przesuwać się różne formacje wojsk austriackich, szosami przez Bochnię i Leszczynę w kierunku granicy nad Wisłę i wschodnią za Lwów. W dniu 6 sierpnia 1914 r. wójt wsi Leszczyna Jan Bębenek (N 4) otrzymuje służbowe wojskowe polecenie, aby ze wsi Leszczyna wytypował dla celów wojskowych siedem furmanek parokonnych z furmanem i pełnym ekwipunkiem żywności na 10 dni. Nieubłagany los spadł na: 1) Zdebski Władysław (N 100), 2) Bębenek Jan (N 36), 3) Gadzina Jan (N 13), 4) Gadzina Franciszek (N 27 - Kalis), 5) Maczka Franciszek (N 42 - Lepk), 6) Puchała Franciszek (N 55 - Mau), 7) Łukasik Stanisław (N 110 - Pański).
     Nazajutrz,  to jest 7 sierpnia 1914 te siedem furmanek z nadzieją rychłego powrotu wyjechało w stronę Krakowa. Zlokalizowani zostali na Błoniach pod Kopcem Kościuszki. Po upływie tygodnia wieś zebrała pasze dla koni i żywność dla furmanów, które za opłatą przewiózł z Zalesia Józef Piskorz. Konwojentem był Chojecki J. (N 8). Po ogrodzeniu kolczastymi drutami placu zbiórki na placu - Błoniach - ucieczka stała się niemożliwa, a organizowane kolumny wozów przydzielone do różnych formacji odjeżdżały na front. Puchała Franciszek widząc co się święci pozostawił swoje własne konie z uprzężą i przyszedł do domu i cały czas wojny przeżył . Na froncie zachodnio - północno wschodnim ciągnącym się od Bałtyku po Kraków - Lwów armia niemiecko-austryjacka zająwszy Kielce ruszyła lawiną na wschód. W rejonie Janowa Lubelskiego i Kraśnika zostali przez wojska odrzuceni ponosząc olbrzymie straty zabitych i jeńcach, zaczęli się wycofywać aż pod Kraków zajmujące oblężeniem miasto Przemyśl z całym sztabem wojskowym. Do niespełna miesiąca z braku żywności i amunicji poddali się. Na skutek zmiany linii frontu walk na niekorzyść Niemiec i Austrii w dniu 14. IX 14 powołano pod broń dwa młode roczniki mężczyzn ur. 1894 i 1895 roku. Z roczników tych byli:1) Stochel Teofil (N 71), 2) Bębenek Józef (N 4), 3) Chojecki Józef (N 8), 4) Tracz Franciszek (N 83), 5) Kurczak Jan (N 10), 6) Michalik Jan (N 16  +), 7) Tracz Franciszek (syn Marcina  +), 8) Wrona Franciszek, 9) Mikołajek Franciszek, 10) Czapeczka Błażej, 11) Chojecki Józef (legionista), 12) Wrona Jan (N 69 +), 13) Wołowiec (N 84 +), 14) Wołowiec (N 84 +), 15) Cieśla Józef (s. Błażeja +), 16) Cieśla Józef (s. Franciszka), 17) Sekuła Franciszek, 18) Dadzik (N 48 +), 19) Balicki Andrzej, 20) Stokłosa Jan (od Koseli).
     Komisja lekarska poborowa uznała wszystkich za zdolnych do służby wojskowej. Czasowo ze względu na słaby wzrok zwolniony został Teofil Stochel. Poborowych uznanych za zdolnych bezpośrednio z Bochni po komisji lekarskiej skierowano pod kontrolą wojskową na dworzec kolejowy, wysyłając ich do oddziałów zapasowych do Icina w Czechosłowacji. Po trzech miesiącach szkolenia i musztry wojskowej około nowego roku 31/XII zostali wysłani na front, który w tym czasie po wyparciu Rosjan z pod Krakowa znajdował się na linii Dunajca. Ci młodzi 19 i 20 - letni chłopcy nie mieli już możności oficjalnie pożegnać swoich matek, ojców i rodzeństwo. Po odejściu tych 20 - letnich chłopców liczba mężczyzn z Leszczyny na wojnie wzrosła do 49. Nie było już we wsi Leszczynie takiej rodziny, któraby nie opłakiwała kogoś swojego bliskiego. Około połowy października na wieść o poruszaniu się wojsk carskich i niepokojących wiadomościach z frontu, ludność z wsi zaczęła czynić przygotowania do opuszczenia swych domów na wypadek działań wojennych, tym bardziej, że wieś nasza leżała na trasie głównego szlaku przemarszu obu stron wojennych. Na początku listopada zjechała do wsi kolumna (szlachterii, rzeźnia), która bezpośrednio dostarczała mięso dla wojsk walczących w okopach wojsk, zbliżających się nad Dunajec. Stacjonujący szwadron kawalerii czynił codziennie zwiady, w kierunku Lipnicy. Około połowy listopada kolumna mięsna opuściła wieś, a to miejsce zajęła artyleria i rankiem 25 XI patrol konny oznajmił, że kompania piechoty zajmuje stanowiska frontowe, a następnie w Leszczynie. Oddziały austryjackie nie stawiały żadnego oporu. Na domiar w opustoszałej wsi od wschodu pod naciskiem wojsk carskich poczęły się przesuwać w kierunku zachodnim, najpierw kolumny sanitarne - marudery (oddział ułanów z końmi chorymi). W następnych dniach października zjechała kolumna mięsno - piekarnicza, w początkach listopada kolumny taborów, szpital polowy, nieliczna artyleria, kawaleria i wreszcie kilka batalionów piechoty powstrzymywało poruszające się wojska rosyjskie. Na linii frontu Bochnia - Muchówka - Limanowa wojska austriacko - niemieckie nie stawiały ważniejszego oporu. Przez Łąktę - Bełdno i Kamionnę szybko wycofywała się lekka artyleria, a szwadrony kawalerii i pojedyncze zwiady piechoty w liczbie batalionu okopawszy się wzdłuż drogi Leszczyna - Wichraz - Wola Pogw. Nie wykorzystując jej szybko wycofała się aż do Łapanowa w zagrożeniach. I w Gdowie też nie było większych potyczek bojowych, dopiero główny opór w okopach i artylerii skoncentrowany był na linii Szkrydłów - Myślenice - Kraków. Na terenie wsi Leszczyny było tylko trzech poległych austriackich żołnierzy.   
     Wkroczenie pierwszych patroli i oddziałów piechoty wojsk carskich do wsi Leszczyna nastąpiło w przed dniem św. Katarzyny. W ciągu trzech dni i nocy szosa w kierunku na Łapanów przesuwały się kolumny różnych rodzai broni. Jeszcze nie ustał przemarsz wojsk carskich na zachód, aż tu nagle w piątym dniu po klęsce poniesionej pod Krakowem i Jałowcową Górą w powiecie Myślenice, nastąpił gwałtowny powrót tych wojsk carskich na wschód. Pędzeni w pośpiechu przez wojska niemiecko-austriackie zatrzymali się dopiero na linii półokrężnej Rajbrot - Leszczyna - Wieruszyce - Pogwizdów. Zażarte walki na tym odcinku, z niewielkimi zmianami w terenie, trwały przez okrągłe 14 - dni. Piechota rosyjska okopawszy się wzdłuż szosy Trzciana - Działy - Wola - Pogwizdów i szosa Trzciana - Muchówka - Rajbrot mając dogodne warunki zaplecza - rozległe niziny, które ułatwiały dowóz żywności i amunicji, miały możność stawiać zacięty opór. Zaś napierająca armia niemiecko - austriacka zajęła swe pozycje Bytomsko - Żegocina, Bełdno, Łąkta - Kierlikówka, Ujazd, Zbydniów i Wieruszyce - Kamyk. Kilka szwadronów kawalerii kwaterowało w Rdzawie i Ujeździe. Artyleria umieszczona była wzdłuż drogi Kierlikówka - Ujazd - Zbydniów, a piechota ze swoimi okopami podeszła 300 - 500 metrów pod okopy wojsk rosyjskich. Z uwagi na to, że domostwa wsi Leszczyna były osadą zwartą, czyniąc dogodne warunki w wypoczynku i częste zmiany ludzi w okopach, wojska koalicji austriackiej zdecydowały się na walkę wręcz. Po silnej kanonadzie artylerii carskiej z Połomia na okopy niemieckie Trzciana (Działy), piechocie rosyjskiej nie udało się powstrzymać ataków przeciwnika, lecz w drugim dniu tj. 5.XII.1914 r . linia walk nie uległa zmianie. Toteż zniecierpliwieni Niemcy, przy pomocy posiłków ogniowych z Kierlikówki, przystąpili do gwałtownej kanonady wsi Leszczyna i w biały dzień 7.XII.1914 r. kilka batalionów piechoty niemieckiej, okopanej tuż tuż, blisko przeciwnika, pod gęstym obstrzałem tyralierą skokami, nie bacząc na straty zabitych niziną szkolną, zwaną Szkolnicą, kilkunastu żołnierzy niemieckich przeskoczyło okopy rosyjskie, znajdujące się wzdłuż szosy po stronie północnej, nie zważając na ukrytych cywilnych rodzin w piwnicach strzelając i walcząc na białą broń położyli pokładem setki żołnierzy rosyjskich. Z miejscowych cywilów zostali zabici: Łukasik Józef (u Kalisa - został zabity dziadek), Paciorek Józef (u Filipki), Wrona Teresa (u Kopty), Gadzina Teresa, Gadzina Jan, Małgorzata Kurczak, Aniela Kurczak, Chojecki Leon.
      Drugi i trzeci jednocześnie prowadzony atak na białą broń wojsk piechoty niemieckiej był prowadzony w Leszczynie Na Sadkach, w nizinie z południowej strony szos i za Wielką Górą. Bitwy te poprzedzała silna kanonada niemiecka na pozycje i okopy żołnierzy rosyjskich. Nstępowała chwilowa cisza, a później gwałtowne krzyki hura - hura - hura. Wrzawa i dogorywanie rannych trwały kilka godzin. Jednocześnie płonęły we wsi Leszczyna następujące domostwa. Najpierw płonęły domy i zabudowania: Kurczaka Jana (N 10), Gierka Franciszka, Tracza Jana, Tracza Marcina, Tatki Jana (N 77), Bębenka Jana, Chojeckiego Władysława (N 1 - u którego w stodole Niemcy zamknęli około 15 żołnierzy rosyjskich i ci żywcem spłonęli), Tatki Jakuba, Czapeczki Błażeja (125), Chojeckiego Józefa (N 3), Bębenka Jana (N 4), Stańdy Franciszka (N 5).
      Po przełamaniu frontu piechoty rosyjskiej w Leszczynie pod szkołą gwałtowne krzyki rannych żołnierzy i cywilów rozlegały się w kilkunastu domach. Na odcinku tego frontu szkoła - Działy piechota rosyjska znajdująca się w okopach wywiesiła białe flagi - poddała się. Na drugi dzień tj. 9 XII osobiście z żołnierzami austriackimi przeglądaliśmy jeszcze swoje zabudowania i w stodole napotkaliśmy rannego żołnierza - Rosjanina, który prosił o pomoc. Wojska austryjackie jeńców rosyjskich, w sile kilku batalionów, zamiast prowadzić w kierunku na Łapanów, skierowano ich w kierunku Muchówki, gdzie pierwotna linia frontu nie została przełamana. Będąc w kleszczach, Rosjanie nie tylko odzyskali stracone siły, ale po dwóch dniach wyparli z przełamanego odcinka frontu w Leszczynie wojska austriackie, fortyfikując drugą linię okopów 50 m do przodu, w pozycji piechoty austriackiej od poprzednio zajmowanej w rowie przydrożnym, a linia obronna - okopy niemieckie były ponownie Na Granicach. Wyparcie Austriaków z zabudowań trwało dwa dni. My cywile schroniliśmy się u Bołda, w piwnicy. A było nas pięć rodzin, ok. 30 osób. Rosjanie parli całą siłą. Szrapnel uderzył w jabłoń, która rosła obok piwnicy. Żołnierze austriaccy wieczorem drugiego dnia bitwy rozkazali się nam usunąć, bo jutro będzie straszny bój. 11. XII. 1914 r. my z tej piwnicy nocą uszliśmy do Trzciany, następnie po dwóch dniach do Kamionnej. W czasie naszego pobytu w Trzcianie Niemcy, na odcinku Królówka, przystąpili do gwałtownego ataku na białą broń na pozycje rosyjskie, lecz frontu nie przełamali. Walki na tym najbardziej wysuniętym odcinku frontu znów przybrały na sile. Kierowane pociski artyleryjskie, różnego kalibru, z niezmiennych punktów: Łąkta, Kierlikówka, Ujazd, Zbydniów, powodowały dalsze pożary domostw w Leszczynie. Spłonęły domostwa: Wołowiec Józef (N 7), Chojecki Jan (N 8), Duś Jan (N 9), Tracz Franciszek (N 83), Kurczak Jan (N 10), Gierek Franciszek (N 11), Tracz Marcin, Tracz Jan, Skowronek Jan, Gadzina Jan, Holota Marcin, Burdel Józef, Gadzina Ludwik, Łukasik Józef. Karczma i szkoła nie zostały spalone.
        Następnie spłonęły zabudowania: Puchała Józef (Paciorek), Skowronek Franciszek, Wrona Józef, Gadzina Jan (Kuźma nie spłonęły). Dalej płonęły: Krawczyk Józef, u Szarajów tylko same stodoły, Stabrawa Józef, Chojecki Jakub, Mikołajek Józef i dopiero Ujejska Maria. Na drugiej stronie zostali spaleni: Balicki Franciszek, Krzysiek Błażej.
       Pośrodku domostw :Jan Cieśla, który przed wybuchem I wojny pełnił obowiązki kierownika szkoły nowo zorganizowanej, dwuklasowej podstawowej szkoły w Leszczynie, w domach u Tracza Franciszka i Bębenka Jana (N 4).
       Wracając do działań wojennych to w dniach 10 i 14 grudnia po silnym, huraganowym ostrzale artyleryjskim, przy świetle, dymie i smędzie płonących domostw, piechota niemiecka przystąpiła do zmasowanego ataku na okopy rosyjskie i na południowym stoku granic Królówka i Łąkta doszło do zaciętej bitwy wręcz na białą broń. Świadczą o tej walce trzy rozległe cmentarze wojskowe. Podobne boje w tymże czasie stoczone były w Rajbrocie, której śladem jest tamtejszy cmentarz. I trzeci nie słabszy bój przeprowadzony był w lesie Wichrazu, na styku granicy Leszczyna - Wola. Tam również powstał cmentarz wojskowy. Pod wpływem okrążenia wypukłego już frontu rosyjskiego i ogromnych strat wojska rosyjskie wycofały się w popłochu, przez niziny Królówki - Olchawy - Wiśnicz, aż dopiero osadowiły się na prawym brzegu Dunajca.
       W czasie trwania tych walk ludność wsi Leszczyna zmuszona była opuścić swe domostwa, gdzie kto mógł udawał się do swoich bliskich, czy też znajomych. My, Chojeccy od "Nyra" widzieliśmy z oddali płonącą wieś Leszczynę i odgłosy toczących się bitew, naocznie obserwowaliśmy z Kamionnej, gdzie na te dni przyjęła nas rodzina. W czasie pobytu w Kamionnej stały tu wojska obwodowe austriacko-niemieckie. W Kamionnej dołączył do nas Piotr Zdebski z koniem, który wraz ze Stanisławem Chojeckim udał się do Łąkty, aby przynieść paszę dla konia, lecz pod lasem, zwanym Wójtówką, stacjonizowały całe masy wojska austriackiego i tam zostali aresztowani, jako szpiedzy. Lecz wójt z Kierlikówki Dudek stawił się za nimi i zostali zwolnieni, zabrali za sobą wiązki siana. Po drodze byli ostrzeliwani przez wojska rosyjskie. Wzdłuż drogi Łąkta oraz Zbydniów była umieszczona artyleria, która swoimi pociskami sięgała na okopy rosyjskie w Leszczynie.
      Po ustaniu walk i nadejściu nowych austriacko - niemieckich taborów piechoty kawalerii i artylerii, których przemarsz kolumnami trwał, przez pełne trzy doby. Jeszcze należy wspomnieć, że bezpośrednio po wyparciu piechoty rosyjskiej i austriackiej "arbait" kompania pozostała do usunięcia ziemi z szosy i grzebania poległych. W pośpiechu zasypywano wszystko, co znajdowało się w okopach. Poległych na pobojowisku grzebano prowizorycznie, na miejscu, w okopach. Na czas Świąt Bożego Narodzenia uprzątnięto pobojowiska, a tych miejsc było wiele. W dniu 18 grudnia wróciliśmy do wsi Leszczyna, zastając resztki płonących domostw i sterczące ruiny pieców, z chwiejącego się od wiatru 38 kominami. W ocalałym domu nr 6 Jana Pietrasa początkowo zamieszkało nas aż cztery rodziny. A u "Nyra" w nowo wzniesionych murach lokowana była czasowo kuchnia wojskowa, z której my, jako dzieci dużo korzystaliśmy. W ogrodach rozlokowała się kolumna piekarnia chleba i rzeźnia na podwórzu u Osiki na "Budzyniu". Rekwirowane bydło rzeźnicze z odległych wsi, ogrodzone przebywało w obrębie nie spalonych domów Józefy i Jana Zdebskich. Do wodopoju pędzono je codziennie do pozostałych jeszcze stawów podworskich. Dziennie bito około 15 sztuk bydła. Rzeźnicy początkowo odsprzedawali pogorzelcom głowy i flaki. Przygotowane pieczywo i mięso codziennie kolumny transportowe przewoziły do linii frontu pod Zakliczyn. Ten pozorny zanik walk trwał przez styczeń i luty, a od połowy marca znów poczęły przesuwać się kolumny różnego rodzaju wojsk austriacko - niemieckich w kierunku Zakliczyna. W kwietniu wiosną 1915 roku nastąpił dalszy pobór rekruta z 1896 -1897 r. Oto nazwiska: ) Szaraj Franciszek, 2) Osika Feliks (N 55), 3) Czapeczka Józef (N 125), 4)Tracz Józef (N 61), 5) Gadzina Jakub (N 22), 6) Łukasik Stanisław (N19), 7) Cieśla Alojzy, 8) Dodzik Ignacy, 9) Łukasik Józef (N 41), 10) Czapeczka Błażej, 11) Sekuła Franciszek, 12) Stochel Feliks, 13) Puchała Franciszek (N 28). Ze starszych roczników do lat 50 powołani zostali: Pietras Jan (N 6), Duś Jan (N 9), Zdebski Jan (N 96), Skowronek Jan (N 12), Gadzina Jan (N 22). Krawczyk Józef (N 23) i Bębenek Jan (N 36) zostali reklamowani, jako cieślowie do budowy domów dla pogorzelców. Balicki Andrzej, Pietras Józef i Gadzina Józef (N 22) zostali reklamowani do prac w kamieniołomach, na budowę cmentarzy.
      W 1916 i 1917 roku włoscy i rosyjscy jeńcy wojenni, przy pomocy chłopskich furmanek dokonali przewozu zwłok poległych żołnierzy, na następujące cmentarze. Ich mogiły rozrzucone były na polach bitewnych: na Woli Wichrazu, w Podołach w Leszczynie, na cmentarzu w Trzcianie, Madejach  - Królówka, w lesie Kłosówka - Rajbrot, w Rajbocie na Górne Kucki. Po przewiezieniu tych zwłok do wspólnych mogił cmentarze te zostały otoczone kamiennymi murami, z bramą wjazdową i kaplicą i pomnikiem. Kamienne mury, otaczające cmentarze, wykonywali jeńcy włoscy i rosyjscy w latach 1916 -1917. Rozlokowani byli po prywatnych domach, a żywili się z kuchni wojskowej.
    10.II.1917 r. powołano do wojska jeszcze dwa następne roczniki 1898 i 1899.Należeli do nich: 1) Tatko Franciszek, 2) Chojecki Stanisław (N 8), 3) Duś Stanisław (N 9), 4) Tracz Jan (N 16), 5) Ludwik Gadzina (N 17), 6) Czapeczka Feliks (N 13), 7) Czapeczka Józef (Burkiewicz), 8) Lalik Andrzej, 9) Gołdas Andrzej, 10) Cieśla Stanisław, 11) Wołowiec Ludwik, 12) Wołowiec Wojciech, 13) Łukasik Henryk, 14) Pietras Józef, 15) Mikołajek Sebastian, 16) Krzysiek Władysław, 17) Kruczyński Józef, 18) Chojecki Józef, 19) Kulka Stanisław, 20) Kulka Jan.
     Stanisław Chojecki (N 8) wspomina: "Ja Stanisław Chojecki syn Jana i Marii Zdebskiej ur. 1899 r. jako chłopiec siedemnastoletni w dniu 10 lutego 1917 r. bezpośrednio z komisji poborowej w Bochni zostałem skierowany do Krakowa, do   I-szej dywizji taborów. Po trzech miesiącach szkolenia wysłano nas na front w Broczyniu (Węgry). Tam zostałem przydzielony do Traklier - kolumny w miejscowości Kierlibabie. W Karpatach dano nam po dwa konie (hucułki małe) a na grzbietach miały coś w rodzaju siodła z dwoma koszami po bokach, do przenoszenia chleba i pocisków. W górach obok konia szło się pieszo, drugi koń na wodzach przyczepiony do siodła konia pierwszego postępował za nim. Tu spotkałem starszego wiekiem rodaka ze swojej wsi Gadzinę Józefa i długo byliśmy razem. Latem po wyparciu wojsk Rosjan z karpat w okolicach Czarno - Hory - Starożyna przydzielono mi parokonny wóz, na którym dowoziliśmy artykuły żywnościowe i amunicje do okopów. Przez listopad i grudzień dotarliśmy do miasteczka Czerniowce, a następnie po moście pontonowym, przez rzekę Prut w Rumunii, dojechaliśmy do miasta Kucze Mory i tu postój nasz trwał aż do wiosny 1918 roku".
      Na skutek wyniku i rewolucji październikowej w Rosji osłabły działania wojenne. Z całych linii okopów armii carskiej od Rygi, rzekę Dźwinę, rzekę Wilejkę - Kowel - Horochow - Dubno - Tarnopol - Czerniowce piechota morowo poczęła opuszczać okopy. Nastał upadek caratu, zwyciężyła rewolucja październikowa 1917. Podobnie i w armii austriackiej poczęła się szerzyć dezercja i chaos. Żołnierze frontowi otrzymujący urlop nie wracali do swych oddziałów. Czas tej dezercji trwał do listopada 1918 r. Na skutek wybuchu w listopadzie 1917 r. rewolucji w Rosji, wielu jeńców austriackich powróciło do kraju. Pierwszymi zwiastunami wolności ojczyzny byli powracający: Szaraj Franciszek, Chojecki Stanisław, Bębenek Józef (N 4), Chojecki Józef (N 8), Szczepanik Andrzej (N 2), z urlopu Gadzina Józef (N 22), Chojecki Stanisław (N 8), Chojecki Władysław (N 1), Mikołajek Sebastian, Balicki Franciszek, Stokłosa Jan, Tatko Franciszek.
      Życie tych ukrywających się żołnierzy było naprawdę przykre. Ścigani byli przez wojsko i żandarmerię. Były łapanki przy kościołach i na jarmarkach. Dopiero w dniu 1. XI 1918 r. na skutek zawartego porozumienia i decyzji prezydenta Stanów Zjednoczonych zamiast herbu Austrii byli żołnierze frontowi na swe czapki nałożyli godło orła polskiego. Z tą chwilą skończyła się dezercja i nastały pierwsze polskie siły zbrojne.
    
Przebieg i sposób organizacyjny odbudowie spalonych zabudowań

     Pierwszą osobą, przynoszącą wyraźną pomoc pogorzelcom był przyjazd do wsi Leszczyny księdza Metropolity Sapiehy z Kurii w Krakowie, w pierwszych dniach lutego 1915 r. Za jego staraniem pogorzelcy otrzymali nie tylko żywność, w postaci mąki kaszy i grochu, ale także dużo odzieży i bielizny. Następną taką osobą był starosta powiatowy Kiernik Władysław, który przyjechał i na podwórzu u wójta Jana Bębenka sformułował dla pogorzelców pomoc, w odbudowie gospodarstw. Ustalone zostało, że każdy pogorzelec według posiadanego obszaru gruntu otrzyma odpowiednią ilość drzewa do ścięcia w lesie przy lasku własności pana Rutowskiego - na koszt państwa. Ścięcie miał dokonać każdy sobie pod nadzorem leśniczego. Zaś przywozem tego drzewa obciążono miejscowości: Trzcianę, Ujazd, Rdzawę, Kamionną, Tarnawę, Grabie, Wolicę - Łapanów. Za jedną furę państwo płaciło woźnicy sześć koron. Prowizoryczny plan przewidywał 1 stodołę klepisko stajnie i jednoizbowe mieszkanie. Dachówkę przydzielono z Niepołomic, a do przywozu wyznaczono gospodarzom z Woli Wieruszyckiej też po sześć koron na koszt państwa. Cegłę, deski, łaty, wapno i gwoździe przydzielano każdemu bezpłatnie. Do wybudowania tych prowizorycznych pomieszczeń przysłano z obozu w Myślenicach jeńców rosyjskich i włoskich, w liczbie ok. 30 osób .
     Pieczę nad nimi, jako odpowiedzialny za ich stan, miał żołnierz z karabinem - Kędra, z Kierlikówki. Następnie zmienił go żołnierz, od Tarnowa - Wrona Jan. Ponieważ byli to ludzie nie obeznani z budową, w tym celu reklamowano jako cieślę zawodowego Józefa Krawczyka i Jana Bębenka. Oni mieli zlecenie nadzorowania i wykonania prac ciesielskich, przy budowie. Okres tej budowy trwał prawie przez trzy pełne lata 1915 - 1918 r. W ciągu tych czterech lat jeńcy ci zaprzyjaźnili się z ludem wsi, mieszkali u Jana Bębenka i Stochla Szymona. W czasie pobytu utrzymywali korespondencję z rodzinami. Druga grupa jeńców włoskich i rosyjskich w liczbie około 130 osób, częściowo rozlokowana była w nowym niewykończonym murowanym budynku u Jana Chojeckiego (Nr 8), reszta w innych domach. Ci pracowali przy budowie cmentarzy wojskowych w: Leszczynie (Podołach), Królówce, Trzcianie i na Wichrazie. Po dniu 1. XI.1918 r. jeńcy ci w sposób nieoficjalny pojedynczo odjechali do swych rodzin. Niektórych jeńców zapamiętano nazwiska: Krawczyk (Polak od Proszowic), Kalipin Michaldo, Emilian Dzierżonin, Szczepan Griczenko.
     Na skutek przewożenia dwuletnich rozkładających się ciał z mogił pojedynczych rozsianych po polach na cmentarze wojskowe, wywiązała się epidemia pod nazwą "hiszpanka", która porwała ze sobą: Zdebski Jan, Tracz Maria, Ludwik Osika, Mikołajek Jan i siostra Wiktoria, Błażej Czapeczka, Chojecka Małgorzata (Nr 3), Wołowiec Honorata (Nr 7), Czapeczka Maria, Duś Maria i Katarzyna (Nr 9), Chojecka Apolonia, Mikołajek Honorata, Stabrawa Katarzyna, Stabrawa Anastazja, Mikołajek Weronika. Następnie wybuchła epidemia "tyfusu brzusznego", chorowały całe rodziny. Chcąc zapobiec tak gwałtownie rozprzestrzeniającej się epidemii, przysłano do wsi ambulanse sanitarne, masowo szczepiono ludność, wszystka odzież i pościel odkażana była przez parówki. W ten sposób uratowano wielu od śmierci. Najbliższy lekarz "Gąsiorek", który obsługiwał wieś, mieszkał w Łapanowie.  

Oj smutno nam było, wieleśmy cierpieli
Gdyśmy swoich drogich na wojnę żegnali.

Gdy poraz ostatni rączki my se dali
I żewnemi łzami my się zalewali.

Żal przejął me serce przejął także dusze
Ze swoich braciszków już opuścić musze.

Oni mnie odeszli w obce strony świata
Oj smutne i ciężkie moje młode lata.

Nieszczęśliwa dla nas była ta godzina
Ach bo to wojna wesołość nam zabiła.

Straszna zawierucha wojna zaszalała
I w kwiecie młodości serca pozrywała.

A teraz zanuce o naszej Leszczynie
Jak ten wschodni żonierz był u nas w Leszczynie

Kiedy do Leszczyny przymaszerowali
To nas szrapnerami zaraz powitali.


    W pierwszą wojnę światową z ludności cywilnej zginęły następujące osoby: Lukasik (ojciec - N 11), Puchała (N 92), Wrona (ojciec i córka), Gadzina Jan i córka, Stabrawa Anastazja, Chojecki (dziecko N 1), Kurczak (matka i córka).

Pożegnanie żołnierza z rodziną 1. VIII 1914 r.

Serce żałość ściska a łzy z oczu płyną
Bo już czas nadchodzi żegnać się z rodziną.

Bo mnie względem kraju obowiązek woła
Więc trzeba ze swego iść domu i sioła.

Serdecznie dziękuję wam za wychowanie
Za miłość i trudy i o mnie staranie.

Jakiej się podjęli od mojej młodości
Nie bacząc na trudy i wszelkie przykrości.

Z serca radbym się ja wam odwdzięczyć za to
Lecz niestety już czas nie pozwoli na to.

Bo może Bóg zdarzyć że mogę nie wrócić
Wasze ukochane serca tym zasmucić.

I wy w tej żałości sami nie będziecie
Bo dziś nieszczęśliwych matek mnóstwo w świecie.

Wspomnijcie sobie na tysiące matek
Tak samo jak i wy płaczą swoich dziatek.

Ta nasza Leszczyna bardzo piękna była
Ale po moskalach swą piękność straciła.

Wieńczyły ją sady i zielone niwy
Lecz to wszystko zniszczył Moskal nieszczęśliwy.

Trzydzieści dwa domy spalone zostały
I czterdzieści ludzi cywilnych zginęło.

wstecz