Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000.

    Walka Dawida z Goliatem - takim tytułem można określić pojedynek, który juniorzy LKS "Trzciana 2000" stoczyli 13 czerwca 2007 r. z drużyną BKS-u Bochnia. Biblijnym Dawidem w tym meczu była trzciańska drużyna, która dopiero pierwszy rok gra w I Lidze Juniorów Starszych i przed tym meczem znajdowała się na 12 miejscu ligowej tabeli. Goliatem byli natomiast zawodnicy BKS-u, którzy już kolejkę wcześniej zapewnili sobie awans do Małopolskiej Ligi Juniorów i w przyszłym sezonie będą walczyć o najwyższe wojewódzkie i krajowe trofea. Graliśmy z liderem, który w tym sezonie przegrał zaledwie 3 mecze i który w swoich szeregach ma zawodników ogranych już w Małopolskiej Lidze Juniorów (Bocheński bowiem sezon wcześniej w niej grał). Smaczku temu wszystkiemu dodawał fakt, że mecz odbyć miał się na głównym boisku BKS-u przy ul. Parkowej (na co dzień bowiem juniorzy bocheńskiego grają na boisku "Smykowianki" w Krzyżanowicach) oraz fakt, że juniorzy Trzciany musieli ten mecz wygrać, aby przedłużyć szanse na zachowanie ligowego bytu. Niemożliwe?... W biblijnej przypowieści Dawid pokonał Goliata...  Tu jednak finał był inny.
      Zawodnicy Trzciany na mecz wyszyli zmobilizowani i zmotywowani, jednak wszystko ułożyło się nie po ich myśli bowiem już po jednej z pierwszych akcji BKS-u i nie porozumieniu bramkarza z obrońcą piłka ugrzęzła w siatce. To wyraźnie podcięło skrzydła naszych zawodników bowiem później w niedługim odstępie czasu padły następne bramki dla BKS-u (dwie po indywidualnych akcjach jego graczy, jedna z rzutu karnego). Z tych dwóch zdań można wywnioskować, że juniorzy Trzciany w pierwszej połowie nie grali nic, tak jednak nie było. Udało im się kilkakrotnie skontrować przeciwników po przechwytach piłki, dwa kontrataki pozwoliły dwukrotnie pomocnikowi gości Karolowi Grabowskiemu wyjść w sytuacji sam na sam z bramkarzem - obie sytuacje zostały zmarnowane. Były jeszcze dogodne sytuacje Łukasza Krakowskiego, po których interweniował bramkarz lub piłka mijała bramkę. Na koniec pierwszej części gry zawodnik gospodarzy nie wykorzystał rzutu karnego i do przerwy wynik brzmiał 4:0.

      Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000. Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000.
   

     Po przerwie obraz gry nie uległ radykalnej zmianie, juniorzy BKS-u wciąż próbowali kontrolować grę i długo rozgrywać ją z tył, spokojnie przygotowując kolejne akcje (po jednej z takich akcji padł piąty gol dla gospodarzy). Nasi chłopcy stosowali ostry pressing, co kosztowało ich wiele sił, ale mogło się podobać, gdyż mimo wyniku nie poddawali się i szukali kontaktowej bramki. Doczekali się, gdy jedyny nominalny napastnik trzciańskiej drużyny w tym meczu - Łukasz Krakowski ulokował piłkę w siatce, co wywołało niemałą radość licznie (jak na mecz wyjazdowy) zgromadzonych kibiców gości, którzy również w innych sytuacjach oklaskiwali swoich ulubieńców i ich dopingowali. Później trzciańscy juniorzy próbowali parokrotnie zagrozić bramce rywali, ale nie udało się to, natomiast szóstą bramkę strzelili gracze BKS-u i wynik meczu został ustalony.
     Mecz mógł się podobać, obfitował w wiele akcji podbramkowych, ostrej walki w środku pola i innych obszarach boiska często kończonej faulami. Mimo tego, że mecz kontrolowali gospodarze i to ich akcje były składne i przemyślane to jednak momentami drużyna Trzciany potrafiła mile zaskoczyć, i pokazała parę ładnych zagrań, oby było ich więcej następnym razem. Zawiodła niestety skuteczność i indywidualne błędy, które w tej grze niestety często decydują. Mecz został przegrany i najsmutniejsze jest to, że porażka oznacza spadek.

 Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000.  Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000.
   
 Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000. Mecz ligii juniorów - BKS Bochnia - Trzciana 2000.
 

    Juniorom z naszej drużyny bardzo ciężko będzie rozstać się z I Ligą, gdyż każdy z nich wiąże z nią miłe wspomnienia. Jednak to, co wynieśli z niej powinno zaprocentować w przyszłości, która rysuje się w jasnych barwach, bo potencjał drzemie w nich niemały. Jeszcze nie jedne piękne chwile przed nimi, byleby nie załamywać rąk i nie uginać nóg. Teraz pozostały im dwa mecze do rozegrania i będą do nich chcieli podejść na luzie, chcąc jednak udowodnić, że grać w piłkę potrafią i ona jest ich pasją. Należy im życzyć, aby godnie pożegnali się z pierwszą ligą i w ostatnich dwóch meczach zdobyli komplet punktów. Powodzenia!

Tekst: Łukasz Król, Foto: Dawid Poznański

wstecz